rozwój osobisty

Czy książki rozwojowe są dla idiotów?

W tym miejscu miał dziś znaleźć się zupełnie inny wpis, ale zainspirowana komentarzami osób odwiedzających mój profil na Instagramie przenoszę go na inny termin. A dziś opowiem o książkach rozwojowych i o tym, co właściwie mam na myśli, używając terminu „książka rozwojowa”.

„Książki rozwojowe zamiast beletrystyki… Idę skoczyć na główkę”. ”Książki rozwojowe są tylko dla niedorozwojów, nieuków i osób ograniczonych…”

Tego typu opinie znalazły się (niektóre zostały później skasowane przez autorów) pod moim postem na Instagramie — o tym, w jaki sposób podejść do książek rozwojowych, aby jak najwięcej z nich skorzystać.

Szanuję zdanie innych, niemniej zastanowiły mnie te komentarze. Pomyślałam, że być może problem tkwi w samej definicji „książek rozwojowych”? Może zupełnie inaczej rozumiemy znaczenie takich pozycji?

Czym są książki rozwojowe?

Z założenia tzw. książki z działu “self-help” są tworzone w celu pomagania czytelnikom w rozwiązywaniu problemów osobistych oraz w ich rozwoju (np. duchowym, psychicznym, zawodowym itd.). Geneza tej nazwy najprawdopodobniej związana jest z tytułem “Self-Help”, czyli bestsellerem Samuela Smilesa z 1859 roku. Książki tego typu są również klasyfikowane jako pozycje dotyczące „samodoskonalenia”.

książka rozwojowa

Czy książki rozwojowe to wymysł dzisiejszych czasów?

”Książki tego typu dawno wyszły ze swojej niszy i osiągnęły znaczącą pozycję w postmodernistycznym zjawisku kulturowym pod koniec XX wieku” – czytamy w Wikipedii.

Nie są one jednak bynajmniej wymysłem minionego wieku. Nieformalne przewodniki po codziennych zachowaniach istnieją niemal tak długo, jak samo piśmiennictwo — czyli od tysięcy lat. I tak jak dziś, od zawsze były kochane lub znienawidzone.

Protoplastą poradników był gatunek wywodzący się ze starożytnego Egiptu o nazwie „Sebayt”, czyli literatura instruktażowa na temat życia („sebayt” oznacza dosłownie nauczanie). I tak na przykład zachowany dla potomnych list z radą od ojca do syna, „The Maxims of Ptahotep”, napisany około 2800 roku p.n.e., opowiadał się za moralnym zachowaniem i samokontrolą.

Za przykład takiej literatury mogą też posłużyć starożytne egipskie „kodeksy” postępowania”. Również starożytne greckie teksty zawierały medytacje, aforyzmy i maksymy na temat tego, w jaki sposób żyć najlepiej. Z kolei „O przyjaźni i obowiązkach” Cycerona stały się podręcznikami i przewodnikami w klasycznym Rzymie.

Pójdźmy jeszcze dalej. Dr Micki McGee — socjolożka, kuratorka i krytyczka kultury, zajmująca się kulturą amerykańską pisze:

„Niektórzy obserwatorzy społeczni zasugerowali, że Biblia jest prawdopodobnie pierwszą i najbardziej znaczącą książką z działu samopomocy”.

W zasadzie możemy w podobny sposób przejść przez całą historię człowieka i w każdej epoce znaleźć szereg przykładów poradników i książek służących do samorozwoju. Na przestrzeni wieków znajdziemy w nich najróżniejsze i najdziwniejsze wskazówki. Od rad typu — jak dmuchać nos, jaką mieć brodę — po te dotyczące leczenia, etykiety, zarządzania domem, czy nawet małżeństwa.

A jeśli myślisz, że żarcik z internetu, mówiący o tym, że pacjent sam się wyleczył, mógł się przydarzyć tylko w czasach „doktora Google”, co powiesz o artykułach spotykanych często w XIX wiecznych czasopismach typu:

„Miałem zapalenie wyrostka robaczkowego i wyleczyłem go sam”.

Rozwój tego rodzaju książek znacznie przyspieszył wynalazek druku w roku 1455 roku. Dzięki temu każdy mógł spisać swoje recepty na lepsze życie — podobnie, jak robią to dzisiejsi blogerzy i autorzy ebookowej literatury samorozwojowej.

Książki rozwojowe współcześnie

Jednak dopiero ostatnie kilkadziesiąt lat, to prawdziwy boom na książki rozwojowe. I oczywiście, jak obecnie niemal wszystkie dziedziny życia, również ten temat silnie polaryzuje społeczeństwo.

Niektórzy, w tym także ja, bardzo chętnie sięgają po tego typu pozycje. Inni, jak autorzy komentarzy przytoczonych we wstępie, postrzegają tego typu literaturę jako, łagodnie mówiąc, nic niewnoszącą do ich życia.

I tu właśnie wracamy do postrzegania tego, czym książki rozwojowe są w rzeczywistości.

rozwój osobisty

Moja definicja książek rozwojowych

W moim poprzednim poście blogowym – „Rozwijaj się mądrze!„, pisałam, jak bardzo zmienił się świat, jeśli chodzi o nasz rozwój, uczenie się nowych rzeczy czy przekwalifikowanie zawodowe. Książki rozwojowe, a w XXI wieku są to w bardzo dużej części ebooki oraz audiobooki, stały się ogólnodostępne, jest ich coraz więcej i są moim zdaniem znacznie bardziej wartościowe.

Co prawda, wydanie ebooka nie wymaga dużych nakładów finansowych, czasowych i takiej pracy, jak publikacja tradycyjnej książki, jednak rynek szybko weryfikuje, czy dana pozycja jest warta zakupu. Opinie w internecie mają dziś potężną moc, a raz zniszczoną reputację ciężko odbudować.

Moja definicja książki rozwojowej jest bardzo szeroka i znacznie wykracza poza ramy działu „self-help”. Świetne książki, które mnie uczą i dzięki którym nieustannie się rozwijam, znajduję na półkach z etykietami: biografia, edukacja i nauczanie, zdrowie, rodzina i styl życia, języki obce, polityka, filozofia i nauki społeczne, biznes, finanse i prawo, a nawet — zdrowe odżywianie.

Książka rozwojowa to dla mnie każda pozycja, która mnie rozwija i dzięki której nauczę się np. – jak zarządzać czasem, jak wyznaczać cele, albo z której dowiem się — jak znani biznesmeni osiągnęli sukces, ale też jak przyrządzić pyszne danie. Uczy mnie również samo czytanie książek w językach obcych.

ucz się z książek

Zagrożenia ze strony książek rozwojowych

Głosy sugerujące, że książki rozwojowe mogą ludziom szkodzić, również nie są wymysłem epoki internetu. Tego typu opinie towarzyszyły podobnej literaturze od zawsze.

„Są to książki, które pokazują ludziom, jak osiągnąć sukces we wszystkim”; „Są pisane przez ludzi, którzy nie potrafią nawet pisać książek”; „Miejmy przynajmniej nadzieję, że wszyscy dożyjemy, kiedy te absurdalne książki o sukcesie zostaną odpowiednio wyszydzone i zaniedbane” – pisał Gilbert Keith Chesterton, zagorzały przeciwnik książek rozwojowych z początku XX wieku.

Oczywiście na rynku, także polskim, jest cała masa literatury tego typu zwyczajnie źle napisanej i bezwartościowej. Tworzonej zazwyczaj przez osoby bez odpowiedniego doświadczenia, bez sukcesów życiowych czy biznesowych. Autorom tych gniotów wydaje się po prostu, że to łatwe, szybkie i przyjemne źródło przychodu pasywnego. Niestety robią tym kiepski PR i krzywdę wielu świetnym pozycjom z działu ogólnie pojmowanego „samorozwoju”.

I niestety nie brakuje czytelników, którzy dają się złapać na te wątpliwej jakości poradniki. Przecież ludzie niestrudzenie poszukują prostych rozwiązań, skutecznych metod i uniwersalnych porad, dotyczących właściwie każdej dziedziny życia. Zwłaszcza jeśli dotyczą one zarabiania pieniędzy, poszukiwania szczęścia czy… odchudzania.

Na tego typu pozycje, które próbują nam wmówić, że możemy wszystko, niezależnie od tego, na jakim etapie jesteśmy, powinniśmy uważać. Owszem, to prawda, że sami jesteśmy kowalami własnego losu. Jednak od samego przeczytania „wspaniałej” książki „genialnego” autora, nasze życie nie zmieni się przecież na lepsze. Trzeba podjąć spory wysiłek i przygotować się na długą i wyboistą drogę, która zaprowadzi nas do wymarzonego celu. I twórcy rzetelnej i wartościowej literatury rozwojowej tego nie ukrywają.

Jeśli zaś autor obiecuje nam „złote góry”, oszukuje nas podwójnie. Bo po takich obietnicach mało kto spodziewa się koniecznego do zmiany wysiłku. Czytelnik skuszony obietnicą łatwych i szybkich efektów myśli zazwyczaj: „przecież po to wydaję pieniądze na książkę, żeby ona zrobiła wszystko za mnie”. Czyta więc pobieżnie, czeka na obiecany cud i… nic się w jego życiu nie zmienia. A stąd już krótka droga do załamania lub, w najgorszym wypadku, depresji. Bo to, że będziemy musieli się pogodzić ze stratą czasu i pieniędzy, jest pewne.

Skrajnym przypadkiem są książki, które mogą stanowić realne zagrożenie życia i zdrowia czytającego, np. zawierające szkodliwe porady dietetyczne. Jak zawsze, kluczem powinien być zdrowy rozsądek, ale przydatne są również rekomendacje oraz oceny innych czytelników.

I pamiętaj! Żadna książka nie zastąpi Ci terapii, czy wizyty u lekarza, jeśli Twoja sytuacja tego wymaga. Nie dajmy się ogłupić napędzanym reklamami obietnicom natychmiastowej „transformacji”, szczęścia i polepszenia życia.

ksiązki na temat rozwoju

To w końcu czytać książki rozwojowe, czy nie?

Jak pisałam na wstępie, książki rozwojowe stają się często obiektem szyderstw, którego powodem jest zazwyczaj brak zrozumienia, co do istoty takich poradników.

Pamiętajmy więc, że samodoskonalenie jest wpisane w historię ludzkości. Dzięki nowoczesnej technice (internet, ebooki, audiobooki, kursy online) dziedzina ta bardzo się rozwinęła. Wciąż jednak korzystamy z dorobku przeszłości — wiele historycznych książek samorozwojowych nadal ukazuje się drukiem.

Doskonałym przykładem jest “Sztuka wojny” Sun Tzu — starożytny chiński traktat o taktyce i strategii — niezmiernie i niezmiennie popularny wśród biznesmenów i managerów na całym świecie. Podobnie jak ponadczasowy „Książę” Niccolò Machiavellego.

Czy książki rozwojowe komukolwiek pomagają? 

Oczywiście! Jeśli tylko nauczysz się korzystać z nich w odpowiedni sposób i zaczniesz wprowadzać w życie zawartą w nich wiedzę. Wybierz interesującą Cię dziedzinę i spróbuj sam, jestem pewna, że tylko na tym skorzystasz.

Mądre książki rozwojowe pomogą Ci się przebranżowić, nauczą wielu rzeczy, będą wsparciem w rozwiązaniu różnych problemów. Pamiętaj jednak o rozsądku — sprawdź autora, poczytaj opinie na temat wybranej pozycji i pamiętaj, że samo przeczytanie książki, niepoparte pracą i konsekwencją, niczego nie zmieni.